- Aktualności -

Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

HARMONOGRAM ZAJĘĆ ARTYSTYCZNYCH PROWADZONYCH PRZEZ MDK KOLBUSZOWA W ROKU 2017/2018:

 

Zajęcia perkusyjne:

 

PONIEDZIAŁEK: 15.30-16.00

 

Zajęcia taneczne i teatralne:

 

ŚRODA:
   15.30 - 16.30 – FOKSIK I (8-9 LAT / Taniec)
   16.30 – 17.45 – FOX II (10 – 12 LAT / Taniec)
   18.00 - 19.30 – FOX I (12+ LAT / Taniec)
   19.30 –20.30 – 11+ LAT / Teatr tańca
 
CZWARTEK:  
   14.30 – 15.30 – FOX I (8+ LAT / Taniec)  (Kolbuszowa Górna)
   15.30 – 16.15 – FOKSIK MINI (6–7 LAT / Taniec) (Kolbuszowa Górna)
   16.45 – 17.25 – FOKSIK MINI (5–6 LAT / Taniec)
   17.30 – 18.30 – FOKSIK II (6–7 LAT / Taniec)
   18.30 – 20.00 – 8–16 LAT / Zajęcia teatralne
PIĄTEK:
   15.30 – 16.30 – FOKSIK I (8–9 LAT / Taniec)
   16.30 – 17.45 – FOX II (10 – 11 LAT / Taniec)
   18.00 – 19.30 – FOX I (12+ LAT / Taniec)
   19.30 – 20.30 – 11+ LAT / Teatr tańca 

 

Zajęcia plastyczne:

        
WTOREK:
   17.15 – 18.00 – GRUPA I (7-8 LAT)
   18.15 – 19.00 – ZAJĘCIA OGÓLNE
 
Zajęcia plastyczne:

 

CZWARTEK:
   17.15 – 18.00 – GRUPA II (4-6 LAT)
   18.15 – 19.00 - GRUPA III (9-11 LAT)   

 

Zajęcia wokalne: 

 

   PONIEDZIAŁEK: 13.15 – 19.45 
   WTOREK: 13.15 – 18.45
   CZWARTEK: 13.45 – 18.15
    

 

Pobierz kartę uczestnistwa

 

 

   Pogoda pod psem, było deszczowo i zimno, a występy pod estradową budą naprawdę gorące, podobnie zresztą jak atmosfera na ugorze w polu, gdzie odbywały się w niedzielę 24 września „Lasowiackie Zimioki 2017”. Podczas tej corocznej (od 2004 roku) imprezy Zespół Ludowy Górniacy świętował 35 rocznicę powstania. Zespół to najdłużej działająca grupa folklorystyczna na terenie gminy i powiatu, to też ścisła czołówka najbardziej doświadczonych grup dbających o zachowanie lokalnych tradycji ludowych w południowo-wschodniej Polsce.

   O drodze, jaką przebył zespół i jego roli w kształtowaniu świadomości tożsamości kulturowej Kolbuszowej Górnej, ich ukochanej małej ojczyzny, dowiemy się z wydawnictwa, które niebawem się ukaże. „Górniacy dla tradycji swojej wsi” to tytuł prekursorskiej pozycji książkowej dla tej miejscowości, która mimo swojej wielkości i ludności, historii i tradycji nie doczekała się dotychczas żadnego opracowania. Do redakcji tej książki zaangażowani zostali uzdolnieni i kompetentni autorzy, specjaliści z Kolbuszowej i okolicy. Rys historyczny zaprezentował Wojciech Mroczka opierając się w dużej mierze na archiwaliach zgromadzonych przez Macieja Skowrońskiego. O kulturze Lasowiakach, ich gwarze i muzyce napisała kustosz kolbuszowskiego muzeum, Jolanta Dragan. O kuchni pisze nie kto inny, tylko Janina Olszowy, a historię zespołu przybliżyła jego obecna kierowniczka, Elżbieta Czachor. Wydawnictwo uzupełniają doskonałe zdjęcia Magdaleny Małaczyńskiej i karykatury Marka Krakowskiego. Zamieszczono w nim także zdjęcia archiwalne, fotografie i ryciny. Te ostatnie to plon prac plenerowych plastyków i fotografików z Kolbuszowej, Sokołowa i Głogowa, uczestników pleneru zorganizowanego na terenie wsi we wrześniu tego roku.

   Wracając do jubileuszowej imprezy, padać zaczęło dokładnie w chwili jej rozpoczęcia. Początek stanowiła msza św. w kościele z motywującą zespół homilią ks. proboszcza Stanisława Krasonia oraz dziekana ks. Kazimierza Osaka. Już w plenerze na scenie powitał wszystkich Czesław Drąg, konferansjer, ale też autor wielu pomysłowych scenariuszy wystawianych przez grupę. Ten skromny, jak go nazwał (podczas homilii) ksiądz proboszcz, jubileusz zgromadził całkiem nieskromną liczbę składających solenizantom życzenia gości. Kogóż tam nie było: przedstawiciel parlamentu, poseł Zbigniew Chmielowiec i wicemarszałek Bogdan Romaniuk, reprezentant wojewódzkiej instytucji kultury i powiatu. Spontanicznie też grupie życzenia złożyły organizacje wiejskie i zespoły ludowe. Burmistrz Kolbuszowej Jan Zuba oprócz życzeń wręczył jubilatom nagrody finansowe. Włodarz gminy nie zapomniał też o Marii Chruściel – założycielce zespołu, pierwszej długoletniej kierowniczce, podziękowania burmistrza i kwiaty, wzbudził łezkę wzruszenia w jej oku.

   Zespół „Górniacy” w obecnym składzie przedstawił przygotowane specjalnie na tę okazję widowisko ,,Lasowiackie dziadkowanie” będące efektem miesięcznych prób i przygotowań. Podobne najlepsze scenariusze pisze samo życie; członkowie zespołu weszli w fazę dziadkowania, grali więc autentycznie opowiadając i śpiewając swoje rodzinne wspomnienia. Występ skorzystał na wzmocnieniu dzięki wsparciu sekcji instrumentalnej Henryka Marszała, jego córki i wnuka. Wolanie, zespół ,,małolatów” z Domatkowa, obchodzący w tym roku (zaledwie lub aż) swoje 10-lecie z młodzieńczym entuzjazmem zadedykował jubilatom koncert z gromkim „sto lat” na końcu. Składający się prawie z samych kobiet zespół śpiewa coraz lepiej i podobnie jak ich mistrzowie „Górniacy”, od których pobierali nauki, stają się liderem kultury swojej wsi. Po nich wystąpili „Przewrotniacy” z Przewrotnego z wyjątkowym muzykantem, skrzypkiem Henrykiem Marszałem. Ludowego czadu dała publiczności debiutująca Kapela Jurka Wrony, zespół złożony ze znakomitych muzyków: skrzypka-prymisty Kazimierza Marcinka, sekundzisty Wiesława Malca i basisty Wiesława Ziarkiewicza. Zawsze niezawodni, piękni i młodzi (jedni ciałem, inni duchem), uzupełnili ten na najwyższym poziomie stojący ludowy maraton muzyczny.

   Imprezie towarzyszył wernisaż wystawy poplenerowej „Kolbuszowa Górna obiektywem, pędzlem i piórkiem”. Na wystawie zaimprowizowanej w brzoziaku pomiędzy wrzosami w jesiennych trawach z muchomorami i prawdziwkami, ponad siedemdziesiąt prac plastycznych wyglądało bardzo oryginalnie. Piękne zdjęcia utalentowanych fotografów z kolbuszowskiej gildii, lekkie pastele i akwarele dobrze świadczą o uzdolnieniach i pasji twórców, których najmłodsze adeptki to Hania i Antosia Grabcówne z Kolbuszowej. Niestety ulewny deszcz i zimno spowodowały, że nie wszyscy twórcy doczekali się (jak zawsze ciekawej) prezentacji dokumentalnej przebiegu pleneru autorstwa Tomasza Koczura. Jednakże największą popularnością wśród publiczności, swoistym przebojem Lasowiackich Zimioków AD 2017, było regionalne i ogniskowe menu. Miejscowe Koło Gospodyń Wiejskich przygotowało kapustę ,,zimioczaną” według przepisu Danuty Orzech. Smakosze ocenili potrawę na najwyższą liczbę gwiazdek, czyli na pięć w zimiocznej skali. Za równie smaczną uznano zupę Anny Micek.

   Tym samym można ogłosić wszem i wobec, że ,,święta górnieńska kapuściana wojna” zakończyła się remisem. W sumie ziemniaczane kuchareczki wydały półtora tysiąca potraw regionalnych i z ogniska. Wszyscy w tym dniu mieli wilczy albo lepiej powiedzieć „dziczy” apetyt, co pozwala stwierdzić, że baryczna pogoda odchudzaniu nie służy, chyba że jest połączona z intensywnym tanecznym fitness, przy muzyce świetnej kapeli rozrywkowej to jest zespołem Medium.

 

Zobacz galerię

Festiwal Psalmów Dawidowych, który w tym roku odbył się w dniach 25 sierpnia – 3 września, to efekt działań Fundacji SOAR (nazwa pochodzi od biblijnego miasta, w którym schronił się sprawiedliwy Lot po ucieczce z Sodomy i Gomory). W czasie festiwalu mieszkańcy Markowej, Rzeszowa i Kolbuszowej mieli możliwość uczestnictwa w wyjątkowych wydarzeniach artystycznych, których celem była popularyzacja idei i działalności muzeum im. Ulmów w Markowej.

  Tegoroczny finał drugiej edycji festiwalu miał miejsce na kolbuszowskim stadionie. Blisko siedmiotysięczna publiczność miała przyjemność wziąć udział w koncercie Piotra Rubika w towarzystwie wrocławskiego chóru, jeleniogórskiej orkiestry oraz solistów. Nim Grzegorz Boratyn zapowiedział mistrza, wystąpił Zespół Wokalny "Soul". Uzdolnione wokalnie dzieci i młodzież pięknie zaśpiewały. W ich repertuarze znalazła się także pieśń poświęcona tragedii Ulmów (rodziny, która zginęła zastrzelona przez niemieckich żandarmów wraz z rodziną żydowską, której próbowała uratować życie). Stosownie do pogody Magdalena Kołcz (skrzypce) i Aneta Czach (fortepian), wykonały po mistrzowsku w duecie ,,Zimę” z czterech pór roku Antonio Vivaldiego. Dwugodzinny koncert Piotra Rubika zawierał największe przeboje artysty w dobrej obsadzie solistów. „Psalmy Dawidowe” czytał aktor Jakub Wieczorek. Widzowie żywo reagowali na poczynania artystów. Przy cieszącym się zainteresowaniem publiczności wydarzeniu pogoda nie jest istotna, było zimno, ale deszcz odpuścił. Atmosfera była wyjątkowo gorąca, a impreza świetnie przygotowana logistycznie, w czym duży udział mieli kolbuszowianie: Katarzyna Liszcz-Starzec i Mateusz Starzec. Strach pomyśleć, co by było, gdyby pokazało się słońce. Większość publiczności stanowili przyjezdni. Po raz pierwszy w naszym mieście gościliśmy taką liczbę świetnych artystów, wymagających tak dużej sceny.

Rekord widzów nie został pobity (koncert Le Moor, T.Love i Habakuk zgromadził najliczniejszą, jak do tej pory publiczność: ok. 10 tysięcy osób), lecz biorąc pod uwagę rodzaj widowiska, należy zdjąć czapkę z głowy przed Bogdanem Romaniukiem, który ten finałowy koncert festiwalu umiejscowił w naszym mieście i to na dodatek w dniu 49 urodzin kompozytora i dyrygenta Piotra Rubika. Prezent, jakim obdarował z tej okazji publiczność- bardzo dobry występ, na pewno na długo będzie zapamiętany.

/zdjęcia: Magdalena Małaczyńska

Powiat Kolbuszowski prezentuje się na scenie na rynku głównym w Krakowie podczas Cepeliady 2017

   Fundacja Cepelia od lat organizuje na krakowskim rynku imprezę folklorystyczno-handlową – Międzynarodowe Targi Sztuki Ludowej. W 41. edycji targów wzięli udział artyści z gminy Kolbuszowa i pozostałych gmin powiatu kolbuszowskiego. W szesnastym dniu targów (25 sierpnia 2017 r.) spotkali się w Krakowie mieszkańcy z różnych stron Kolbuszowszczyzny, których łączy aktywne uczestnictwo w kulturze. Pięćdziesięcioosobowa grupa artystów i twórców z gminy Kolbuszowa zaprezentowała bogaty i różnorodny program. Już podczas rozpoczynającej występy parady mocne marszowe brzmienie orkiestry zwróciło uwagę na kroczących dziarsko mieszkańców powiatu. Orkiestrę poprzedzały młode mażoretki z Majdanu Królewskiego. Po nich szły kolejne reprezentacje gmin; barwny pochód zamykały raniżowskie zespoły pieśni i tańca.

   Otwarcia prezentacji dokonali przedstawiciele organizatora i reprezentanci występujących, samorządowcy ze starostą Józefem Kardysiem na czele, parlament reprezentował poseł Zbigniew Chmielowiec. Wszyscy otrzymali od organizatorów krakowskie czapki z pawimi piórami. Po otwarciu imprezy jako pierwsza na scenie wystąpiła Orkiestra Dęta Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej pod dyrekcją Krzysztofa Kłody. Orkiestrę powitał szerokim (niczym grymas smoka wawelskiego) uśmiechem dyrygent Krakowskiej Orkiestry Staromiejskiej, zaprzyjaźnionej z kolbuszowskimi dęciakami. Rozrywkowe rytmy przyciągnęły sporą publiczność. Nie mniejszy aplauz wzbudziły mażoretki z Majdanu Królewskiego. Młode tancerki odważnie wykonały swoje taneczne układy. Następnym punktem programu były prezentacje kultury Lasowiaków na scenie debiutowała Kapela Jurka Wrony, przygotowująca właśnie kolejne wydawnictwo płytowe z serii Muzykanci z Puszczy Sandomierskiej. W trzyosobowym, składającym się z wybitnych instrumentalistów, składzie kapela zagrała bardzo energetyczną wersję lasowiackich i rzeszowskich melodii. Urocza grupa ,,trzeciego wieku” z Cmolasu w lasowiackich strojach wykonała wiązankę piosenek ludowych i biesiadnych przy wtórze muzykanckiej kapeli (niczym na niedawno wydanej płycie). Kolejny zespół, jaki zaprezentował się na scenie to Kapela Dzikowianie i oddział Turków straży grobowej w tradycyjnych strojach z Dzikowca.

   Występ Zespołu Ludowego „Górniacy” stanowił odważną prezentacją autentycznej ludowej pieśni i unikalnej gwary, bardzo dobrze przyjętą przez zgromadzoną publiczność. Kolbuszowskie prezentacje zakończył występ Kapeli Ludowej „Widelanie” z Widełki, wzmocnionej obecnie zamieszkującą we Francji skrzypaczką Pauliną Żądło. Na scenie w rzeszowskich strojach pojawili się młodzi i dojrzali muzykanci tworzący wyjątkowe zjawisko, jakim jest szkoła ludowego grania Bronisława Płocha i Mariana Selwy z Widełki. Zagrali pięknie, aż nogi same rwały się do tańca. Prezentacje zakończyła roztańczona młodzież z Raniżowa, która biorąc pod uwagę wielkość gminy, wypadła imponująco. Na scenie zabrakło jedynie gminy Niwiska, która miała za to najbogatszą ofertę rękodzieła artystycznego. Kolbuszowskie, a właściwie pochodzące z Domatkowa rękodzieło zaprezentował Zespół Ludowy „Wolanie”. Jeżeli przyjąć za dobrą monetę opinię organizatorów, był to pod względem artystycznym najlepszy dzień targowy spośród minionych dotychczas.

   Podsumowując występy Kolbuszowian w najbardziej atrakcyjnym pod względem turystycznym miejscu Polski: absolutnie nie powinniśmy mieć kompleksów, bo dzieje się u nas w kulturze dużo dobrego. A rozwiewając obawy organizatorów, że tylko górale są w stanie zainteresować publiczność, powiedzieć można, że Lasowiacy nie są w tym wcale gorsi, na dodatek bardziej autentyczni i mniej „oklepani”!

 

 

   Nie ma już pańszczyźnianych ani folwarcznych, nie ma też tradycyjnego rolnictwa. Za to istnieją dożynki, współczesna forma kultywowania ludowego obyczaju. Mieszkańcy gminnych sołectw, zachowując istotne elementy ludowej tradycji, modyfikują je według swojego pomysłu. Strażniczkami ludowej kultury stały się kobiety, które poprzez swą aktywność w popularnych kołach i zespołach, pielęgnują kulturę swoich miejscowości.

   Dożynki w Domatkowie (15 sierpnia 2017 r.) to przykład zaangażowania się mieszkańców i liderów w pracę na rzecz jak najlepszego zaprezentowania swojej miejscowości. Zgodnie z obyczajem wieńcowi pojawili się w Kościele Parafialnym pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych powitani przez proboszcza ks. Stanisława Marczewskiego i dziekanów obydwu dekanatów. Podczas mszy św. ks. dziekan Jan Pępek wygłosił niezwykle motywującą do kultywowania zwyczajów i wiary homilię. Po mszy kolorowy orszak, z pięknie ubranymi, wieńczareczkami przemaszerował na plac szkoły. Pochód prowadziły miejscowe gospodynie niosąc poświęcone chleby. Powitani przez prowadzącą z wdziękiem konferansjerkę Izabelę Karkut. W wyjątkowo co się rzadko zdarza pełnym składzie (wszystkie miejscowości wystawiły drużyny) dożynkowi artyści z pięknymi wieńcami zajęli miejsca biesiadne. Spożywającym posiłek zaśpiewała grupa seniorów Ziemia Podkarpacka oraz zagrała Kapela Władysława Pogody/ który skończył w lipcu 97lat/, mistrza w składzie kapeli zastąpiły prawnuczęta Andżelika i Monika Chodorowskie, kończące właśnie swój wakacyjny pobyt w Polsce (na stałe mieszkają w USA). Goszcząc u dziadków w Kolbuszowej Górnej odrabiają swoistą lekcję z Polskości z zapałem poznają narodowy folklor muzyczny.

   W oficjalnej części dożynek, wystąpili ich główni organizatorzy, sołtys Jacek Skowron powitał gości a starostowie Halina i Marek Wilkowie wręczyli chleb, gospodarzowi dożynek burmistrzowi Kolbuszowej i innym znamienitym gościom. Gospodarz dożynek, ze starostami, przy pomocy ostrych noży i gospodyń z Domatkowa, podzielił sprawiedliwie chleb.

   Prezentacje wieńcowe 15 zespołów otworzył Domatków. Reprezentowany przez świętujący swoje dziesięciolecie Zespół Ludowy Wolanie, który przedstawił odrobinę zgryźliwy skecz ,,Olaboga Dożynki w Domatkowie czyli babski magiel”. Lider społeczności Krzysztof Wilk realizując scenariusz szefowej, kierowniczki, reżyserki, Grażyny Rozmus, pojawił się w drugiej części widowiska, wzbogacając go użyciem sprzętu zmechanizowanego. Najważniejszy z liderów Domatkowa, wprowadził też warty naśladowania zwyczaj a mianowicie wystąpił w barwach ludowego zespołu, zostawiając markowe ,,ciuchy” na wieszaku. Kolejne zespoły jak co roku dokonywały, prezentacji wieńców kierując swoje żale do włodarzy gminy i jak co roku miały z małymi wyjątkami za nic wytyczne organizatorów co do czasu prezentacji. Regulaminowe 10 minut zmieniało się w prawie półgodzinne koncerty, przez co czas prezentacji wydłużył się o godzinę. Organizator występów, nie miał, nie ma i nie będzie miał nigdy serca żeby skracać prezentacje będące efektem często kilku miesięcznych przygotowań. Rozumiejąc że prezentacje to popisy sąsiadów, krewnych i znajomych, że jest najbardziej oczekiwana przez publiczność część dożynek (błagamy w przyszłości o większą dyscyplinę).

   Na końcu nastąpiło ogłoszenie wyników konkursu na najładniejszy wieniec. Wyjątkowo udane w tym roku dzieła artystyczne sztuki ludowej, praktycznie wszystkie, mogłyby zająć najwyższe miejsca na podium. Jury przyznało nagrody wieńcom z Domatkowa, Kolbuszowej Dolnej i Kolbuszowej wszyscy pozostali w liczbie dwunastu zostali wyróżnieni. Było, jakby mogło być inaczej mnóstwo pretensji do Jury konkursowego. Reaktywowany właśnie konkurs odbywał się też na początku współczesnych dożynek i został zawieszony z powodu emocji jakie wywoływał werdykt u niedocenionych. Uznając czynnik demograficzny za bardzo istotny w rozwoju społeczeństwa od lat podczas dożynek organizowany jest konkurs dzietności. W tym roku zabawa konkursowa nosiła tytuł ,, Wesołej Kapusty” Najweselszą z wesołych kapust otrzymały maleńkie Poręby Kupieńskie z najwyższym wskaźnikiem dzietności. Generalnie w gminie urodziło się kilkanaścioro dzieci więcej, lecz z powodu innych czynników demograficznych liczba mieszkańców zmalała o ponad pięćdziesiąt osób. Imprezę zamknęły Wolanki pod batutą Izabeli Karkut i kierownictwem Grażyny Rozmus, które wzruszone otrzymanymi od samorządowców podziękowaniami z okazji jubileuszu, zaśpiewały pięknie choć krótko.

   Golden Time, który w trosce o doskonałe brzmienie trochę długo się stroił nadrobił wszystko długimi ,,setami” muzycznymi uzupełnianymi, wstawkami pasjonata ,,didżejki” DJ Ducka. Szczególnie pięknie bawiła się płeć słaba, panie wywijały same z sobą w kółeczku doskonale się bawiąc, tak jakby mężczyźni na nic potrzebni im nie byli. Muzyka była pod nogę, tancerze co też było wyjątkowe do samego świtu radośnie pląsając wypełniali piękną, niedawno atestowaną święconą wodą, podłogę z Przedborza.

 

Zobacz też fotorelację przygotowaną przez p. Jana Cichonia: 

 

   Dzięki siedemnastej edycji Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie mieliśmy możliwość goszczenia w Kolbuszowej i Porębach Kupieńskich Zespołu Pieśni i Tańca „Karolinka” z Brześcia na Białorusi. W tym leżącym nad Bugiem mieście wielkości Lublina mieszka zaledwie kilka tysięcy Polaków. Zespół „Karolinka” powstał w 1991 roku z inicjatywy Walentyny i Jana Trzeciaków, liczy dziewięćdziesiąt osób i składa się z trzech grup. Trzeciakowie to pasjonaci kultury polskiej, wykształceni w Lublinie choreografowie, którzy przyciągają do zespołu zarówno młodzież polską, jak i osoby innych narodowości zamieszkujących Brześć. W zespole zaangażowane są wszystkie pokolenia rodziny Trzeciaków: dzieci, wnuki i prawnuki.

   Pobyt rozpoczęli od zwiedzania kolbuszowskiego rynku, były zdjęcia z krokodylem i lody. A później krótki pobyt w kolegiacie, spotkanie z proboszczem, połączony z udziałem w końcowej części ceremonii ślubnej. Goście byli zachwyceni wystrojem kościoła w Kolbuszowej, porównywali świątynię do tych, które oglądali w Wilnie. Po kościele młodzież ochoczo wskoczyła do basenu, z którego niełatwo było ich wyciągnąć. Bardzo zainteresował zespół pobyt w skansenie, ze względu na ograniczenia czasowe, skrócony do standardowej jednostki lekcyjnej. Zgodnie z planem polonusi dotarli do Porąb Kupieńskich, których społeczność, pod wodzą sołtysa Krzysztofa Miazgi, organizuje co roku w lipcu festyn ludowy. Liczba bawiących się na placu wiejskim osób na ogół przekraczała kilkakrotnie liczbę stałych mieszkańców wsi. Tak było i tym razem. Sołtys corocznie zamawiał u mieszkającej na skraju wsi babki zielarki pogodę i chociaż w okolicy grad jak gołębie jaja i oberwanie chmury, u niego zawsze jest spokojnie.

   Występujący w dość skromnych warunkach zespół „Karolinka” zaprezentował trzy tańce: narodowy, podlaski i poleski. Poziom występu pokazał widzom, że tancerzom nieobce są szkoły baletowe. Występy tancerzy przeplatały popisy akordeonisty, który na harmonii guzikówce dawał kilkuminutowe koncerty (a przed występem intensywnie się uczył swojego polskiego imieniai nazwiska). Całkowicie spontanicznie przed publicznością wystąpiły także dwie Amerykanki polskiego pochodzenia, spędzające wakacje u dziadków w Kolbuszowej Górnej. Występ skrzypcowy bliźniaczek Angeli i Moniki Chodorowskich z New Jersey był miłą niespodzianką; obie uzdolnione panny, które już niedługo zaczną naukę w college'u są prawnuczkami Władysława Pogody, najbardziej znanego polskiego muzykanta z Huciny. Ojciec dziewczyn i one same to bodajże jedyne osoby z licznego grona dzieci, wnuków i prawnuków skrzypka, którzy kontynuują muzyczną pasję obchodzącego dziewięćdziesiąte siódme urodziny pradziadka Władysława.

   Tancerze „Karolinki” zachwycili liczną publiczność (podobnie jak widownię zebraną na rzeszowskim rynku podczas inauguracji festiwalu) tańcem, strojami, w dużej części wykonywanymi samodzielnie, ale też kresową urodą i kulturą osobistą. W międzynarodowej kolacji w remizie uczestniczyli poseł na sejm, starosta i burmistrz Kolbuszowej, którzy obdarowali zespół pamiątkowymi prezentami, również kolbuszowski Miejski Dom Kultury przygotował praktyczne podarunki dla artystów z wydawnictwami promującymi muzykę lasowiacką. Podczas spotkania sołtys Krzysztof, wyraźnie zmotywowany wsparciem nowej szefowej Koła Gospodyń Wiejskich, podjął się roli wodzireja. Goście zagrali biesiadne utwory i zaśpiewali piękne białoruskie pieśni. Istniejący od bez mała trzydziestu pięciu lat Zespół Ludowy Górniacy zaprosił artystów na swój wrześniowy jubileusz.

   „Karolinka” wyjechała bardzo zadowolona, a od biura festiwalowego otrzymaliśmy mailowe podziękowanie za serdeczne przyjęcie zespołu. Żałujemy, że gościliśmy ich tak krótko, mamy nadzieję na kolejne spotkanie.

 

 

   Muzyka to uniwersalny i zróżnicowany język mający różnych odbiorców, o gustach się nie dyskutuje ale każdego organizatora cieszy gdy jego propozycja trafi do odbiorcy. Radość jest tym większa gdy wykonawców oblegają w dużej liczbie odbiorcy, czerpiący przyjemność, ze sztuki na dobrym poziomie.

   Relacjonując: Adam Bałdych, najlepszy z najlepszych jazzowych skrzypków ze świetnym pianistą, publiczność zasłuchana, wcześniej Romek Puchowski, fenomenalny bluesowy gitarzysta z niespotykanymi gitarami (podobnie jak Bałdych, który oprócz klasycznych skrzypiec użył też wyjątkowego instrumentu). Puchowski grał solo ale jakby ich wielu grało ("a to echo grało"), wesoło nie było bo z zasady blues raczej muzyką radości nie jest. Publiczność zasłuchana i pod wrażeniem! Organizatorów cieszy, że w końcu kolbuszowską imprezę otworzyła lokalna formacja- Wojtek Front Ensemble. Zespół, którego liderem za sprawą kolbuszowianki jest importowany spod Bielska basista, bardzo udanie zadebiutował po zaledwie miesięcznym okresie prób. Następnie: Apostolis Anthymos i jego Miniatures, świetni młodzi instrumentaliści z legendą rockowej, bluesowej i jazzowej sceny, genialnym gitarzystą i perkusistą. Wydawałoby się że już dość tego kulturalnego "nudziarstwa". Gdzież tam znów dźwięki zdobywają widzów. Na koniec: cokolwiek zmęczony prowadzeniem /w tym samym dniu/ krakowskiej nowoorleańskiej jazzowej parady JBBO ze ,,Staszkiem” Breckenridgem. W tym miejscu zachodzi pytanie jak oni to robią że po takim maratonie muzycznym potrafią porwać publiczność do tańca. Imprezę świetnie poprowadziła Elżbieta Lewicka z patronującego od lat imprezie Polskiego Radia Rzeszów, relację telewizyjną z Jazzu nad Nilem 2017, obejrzą odbiorcy TVP 3 w Rzeszowie dzięki redaktor Annie Sabat Pezdan.

   O tym że zarówno publiczność mimo ,,bitych” sześciu godzin słuchania jazzu ciągle czuje niedosyt i jest obecna od początku do końca, nikogo przekonywać nie trzeba wystarczy przyjść i zobaczyć! Stałym sponsorem wydarzenia jest Kazimierz Fryc i firma FiN Sp. z o.o. współorganizatorem rzeszowski WDK, patronatu honorowego udzielił Marszałek Województwa Podkarpackiego Władysław Ortyl, TVP 3 w Rzeszowie i wiele innych mediów. Wśród rewelacyjnej publiczności, można było zauważyć, jak co roku plastyków z kolbuszowskiego pleneru oraz artystów ukraińskich, którzy z talentem malują freski w Albercie. Obecny był poseł Zbigniew Chmielowiec z małżonką, Ewa Draus radna sejmiku województwa oraz dyrektor Marek Jastrzębski (współorganizator) z małżonką.

 

   Organizator wydarzenia Miejski Domu Kultury gratuluje wszystkim udziału w wyjątkowym, nie tylko na miarę Kolbuszowej, wydarzeniu. Cytując grającego na najlepszych światowych festiwalach Adama Bałdycha ,,Słyszałem dużo dobrego o tym festiwalu i nie zawiodłem się, życzę dalszych udanych edycji”.

 

   Dziękujemy publiczności za tworzenie jak co roku genialnej atmosfery a muzykom za traktowanie jej z wyjątkowym szacunkiem!   

 

   Po raz jedenasty społeczność /25 czerwca/ Domatowa uczestniczyła w festynie sobótkowym. Puszczańskie, lasowiackie świętojańskie tradycje ludowe wyraźnie się różniły od zwyczajów innych grup zamieszkujących dawną Polskę. Mnóstwo w nich było magii i ognia. Leśne tereny, które zamieszkiwali, niezbyt były bogate w większe rzeki. Nil który przepływa przez Domatków to niewielki strumyk, cudnie meandrujący skrajem lasu i łąk, którym jednak wianka spuścić się nie da. Lasowiacy z Domatkowa palili wielkie ogniska, okadzali żeby ochronić od gradu i innych nieszczęść pola uprawne.

   Scenariusz, który napisał powstały w 2007 roku Zespół Wolanie, był zlepkiem wspomnień starszych mieszkańców miejscowości dotyczących obyczajów sobótkowych. Rewelacyjnie w tym roku wystąpili uczniowie z miejscowej szkoły. Nieliczna ich grupka pięknie zaśpiewała, powiedziała i zagrała krótkie przedstawienia co dobrze świadczy o pracy nauczycieli. Same superlatywy o występie dzieciaków wypowiedział przybyły z Cisnej renomowany folklorystyczny Zespól ,,Łopienka”, wykonujący po mistrzowsku ludową muzykę polską oraz ukraińską. Po najmłodszych mieszkańcach na scenie pojawiły się mamy i babcie /jeden dziadek/ z Zespołu Wolanie. Przedstawiły skecz "Ucho Sołtysa" opowiadający dość dosadnie o wydarzeniach z życia włodarza jakiejś wsi. Następnym punktem programu zespołu, był występ śpiewaczy. Panie wraz z akompaniującą im na harmonii Izabelą Karkut, sprawnie i melodyjnie zaśpiewały zbiór różnorodnych piosenek, świetnie nawiązując do ludowej tradycji pięknego naturalnego śpiewu ludowego.

   Na koniec wspomniany wcześniej zespół ,,Łopienka” zaprezentował muzykę dawnych mieszkańców Podkarpacia i Małopolski. Podzielony na dwie części koncert, przepleciony był konkursem wicia wianków, w którym z zapałem wzięło udział prawie sto dzieciaków. Miłym akcentem było docenienie przez miejscowych Zespołu Ludowego Wolanie, który obchodzi w tym roku dziesięciolecie swojego istnienia. Kwiaty jubilatom na ręce Grażyny Rozmus, wręczył przewodniczący straży i rady miejskiej Krzysztof Wilk wraz z sołtysem Jackiem Skowronem oraz dyrektorem Wiesławem Sitko z Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej. Jak co roku dzieciarnia miała możliwość jazdy konnej z czego skorzystała z radością.

   Szefowa zespołu podobnie jak i cała grupa bardzo się wzruszyła a przecież to początek obchodów pierwszego „krzyzika” /jak nazywał okrągłe rocznice, dziś już prawie dziewięćdziesięciosiedmioletni Władysław Pogoda. Na koniec Wolanie i Łopienka odśpiewali sobie nawzajem sto lat /oni też w tym roku obchodzą swoje dziesięciolecie/ i dwieście lat dla Władysława Pogody.

   O sobótkach przypominało ponad dwumetrowej wysokości ognisko dozorowane przez strażaka ochotnika. Wspólnie z Domatkowianami bawił się poseł na sejm Zbigniew Chmielowiec z małżonką. Do pierwszego kwiatu paproci profesjonalnie grał do tańca Zespół Golden Time. Zabawa przednia a i ofiarność sponsorów i organizatorów wyjątkowa.

 

 

   Plener Wiatraki 2017 Szymbark ,,W kasztelu i skansenie” (17 czerwca) to wydarzenie plastyczne dla dzieci i młodzieży szkolnej aktywizujące młode pokolenie twórców. Uczestniczą w nim dzieci i młodzież szkolna z terenu powiatu kolbuszowskiego i sąsiednich. Od pierwszej edycji upłynęło już ćwierć wieku a organizowany przez Miejski Dom Kultury plener cieszy się ciągle popularnością.

   Szymbarska edycja była pod każdym względem wyjątkowa. Pobiliśmy rekord uczestnictwa, po raz pierwszy młodzi artyści pojechali dwoma pełnymi autobusami. Wzbudzili podziw turystów z całej Polski swoją malarską pasją (mimo rekordowo skrajnej "niepogody"). Wyjątkowe życzliwe przyjęcie ze strony kierownictwa placówki etnograficznej dokumentującej dziedzictwo grupy Pogórzan umożliwiło wykonanie prac w podcieniach, sieniach, klepiskach i izbach obiektów. Na zakończenie nastąpiło oblężenie Kasztelu Gładyszów, perły polskiego renesansu. Obiekt wyremontowany i wyposażony w multimedia zainteresował grupę fanów plastyki.

 

   Już w środę (21 czerwca) nastąpił wernisaż prac wykonanych w szymbarskim deszczu. Na wystawie mogliśmy obejrzeć bardzo udane prace. Wszyscy nagrodzeni zostali upominkami, dyplomami, przebojem okazały się lody pochłonięte błyskawicznie przez młodych twórców i ich nauczycieli.

 

Kolejna plenerowa lekcja wrażliwego spojrzenia na świat została z nawiązką odrobiona!

 

      Święty Brat Albert Chmielowski był wyjątkowym człowiekiem, całkowicie oddanym innym ludziom. Artysta obdarzony nieprzeciętnym talentem, który porzucił pędzel i paletę, i całkowicie poświęcił swoje życie biednym i odrzuconym. Widział w brudnym, zagubionym, egzystującym na marginesie społeczeństwa człowieku Chrystusa.

Idea zmarłego sto lat temu świętego przyświecała pospolitemu ruszeniu organizatorów „Fanfar dla Brata Naszego Boga”, wielowątkowego wydarzenia, zorganizowanego dla uczczenia tego wyjątkowego świętego. Po mszy w kolbuszowskim kościele, któremu patronuje brat Albert, w oprawie orkiestr z Ukrainy, Słowacji i Polski, i koncercie przy jego pomniku, głośnymi fanfarami orkiestry na miejskim rynku zaznaczyły swoją obecność w Kolbuszowej.

O czternastej na placu przy Miejskim Domu Kultury zaczęło pachnieć chlebem, podpłomykami
i strawą biwakową. Przy ogniskach i na scenie pojawiły się parafianki z Weryni, Nowej Wsi, Kolbuszowej i Przedborza. Panie z talentem wykonały pieśni religijne i patriotyczne. Po nich na scenie pojawiły się młode śpiewaczki ze Studia Wokalnego Katarzyny Liszcz- Starzec, przed sceną zatańczyły z kolei tancerki z zespołów tanecznych, które prowadzi Anna Puzio. Prezentacje, będące podsumowaniem rocznej pracy wokalistów i tancerzy z kolbuszowskiego domu kultury, były bardzo udane. Malarze fresków, ukraińscy artyści, malujący kościół pw. św. Brata Alberta zaproponowali, ciekawą akcje plastyczną. Namalowany przez nich fresk przedstawiający świętego podzielili na prostokąty, każdy z chętnych do malowania młodych artystów wykonywał jeden fragment /cegiełkę/ fresku. Miło było patrzeć jak ci świetnie wykształceni zawodowi plastycy uczyli dzieci i młodzież mieszania farb w celu uzyskania właściwego koloru. Pokazywali jak nałożyć farbę aby uzyskać właściwą fakturę. Adepci zachwyceni bo dorośli plastycy potraktowali ich z sercem gorącym jak chleb wyjęty wprost z pieca.

Pochwalić pod niebiosa należy panie z Centrum Animacji Społecznej Warsztatów Terapii Zawodowej w Kolbuszowej. Animatorki napracowały się strasznie, a z twarzy nie schodził im uśmiech, podobnie jak dzieciakom, które cieszyły się z okazanego im zainteresowani. Materiałów do animacji wykorzystały kilka razy więcej niż na rzeszowskiej ,,Paniadze”, uszczęśliwiając małych uczestników pikniku. Na scenie pojawiła się w ,,niebiańskich” strojach Młodzieżowa Orkiestra Dęta Miasta Koszyce pod dyrekcją Petera Schürgera, wykonując perfekcyjnie lekko swingujący koncert. Po nich zagrały kolbuszowskie dęciaki /dawniej Walenciaki obecnie Kłodziaki/ pod dyrekcją Krzysztofa Kłody. Mocny koncert z nutką brzmienia cyrkowych big bandów z dawnych lat, którym żadne wzmocnienie potrzebne nie było. Na koniec zagrały Fanfary ze Lwowa, orkiestra złożona z uczniów i nauczycieli lwowskiej szkoły muzycznej pod dyrekcją Adriana Leskowa. Stylizowane na ludowe, trochę rock and rollowe stroje /młody tubista niewiele większy od instrumentu ,,wymiatał” niesamowicie/. Piękny koncert, trzech świetnych, chociaż całkowicie innych, orkiestr. Z dużego miasta, małego miasteczka i metropolii.

Adam Chmielowski późniejszy święty, to bohater powstania styczniowego, podobnie jak Józef Buczek, budowniczy sokolni /obecnie MDK w Kolbuszowej/. Przed sceną pojawiła się harcerska grupa rekonstrukcyjna Żuawów, niezwykle bitnego oddziału z czasów powstania styczniowego pod komendą Macieja Kilarskiego. Nie masz ci w Polsce miłości do czytania książek, czy zainteresowania historią, dlatego takie pokazy popularyzujące wielkie narodowe wydarzenia są bardzo potrzebne. Publiczność zobaczyła pięknych ludzi w strojach z epoki, zobaczyła autentyczną broń, wysłuchała opowieści z wątkiem życiorysu brata Alberta, który w jednej z bitew stracił nogę.

Na zakończenie można było obejrzeć występy grup teatralnych, parafialnej i domu kultury, niestety brak niezbędnych przy tak dużej liczbie mikrofonów, prób /co najmniej dwóch/, spowodowało, że ciekawe przedstawienia o bracie Albercie spaliły na panewce.

Idąc za klimatem muzycznym występujących orkiestr z południa i wschodu Europy, na scenie pojawiły się „Słowiany”, polsko-ukraiński zespół folk-rockowy. Mimo mnóstwa imprez w okolicy na frekwencję nie mogliśmy narzekać, bo naszym poczynaniom przyświecała największa

z gwiazd, gwiazda św. Brata Alberta!