MDK Kolbuszowa

Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem

 

 

  W poszanowaniu dla prezentowanej przez artystów muzyki, tym razem festiwal „Jazz nad Nilem” odbył się w plenerze przy stu ośmioletnim „sokole”. -najpiękniejszym, dzięki staraniom samorządu, dotacjom unijnym i ministerialnym, obiekcie miasta. Nie jest to piękno puste ani też próżne. Obiekt wypełniony jest duchem i historią kolbuszowskiego mieszczaństwa. Teraz podobnie jak przez sto osiem minionych lat stanowi centrum życia społecznego i  kulturalnego Kolbuszowej.

    Dziesiątą edycję festiwalu jazzowego nad Nilem zaliczyć, można do niezwykle udanych.

W 2006 roku Miejski Dom Kultury zaczynał jego organizację mityngiem, dedykowanym Henrykowi Majewskiemu. W tropikalnym upale na cześć legendy, ojca polskiego jazzu, genialnego trębacza i kompozytora zagrały podkarpackie i małopolskie big bandy, uczestnicząc w konkursie. Jurorami byli  i w finale festiwalu wystąpili Old Timersi z Robertem Majewskim na trąbce i Wojciech Majewskim na pianinie. Utworem obowiązkowym dla  big bandów była jazzowa ballada kompozycji ich ojca „Skarabeusz”. Złotego Skarabesza nagrodę główną otrzymał wówczas, tarnowski zespół Leliwa Jazz Band a najlepszym trębaczem okazał się Sebastian Michalski /uczeń mistrza Majewskiego/.  Bieżąca edycja festiwalu to porywający koncert, muzyki jazzowej i bluesowej  na najwyższym europejskim poziomie.

    Na początku koncertu w dixielandowe rewiry wprowadził fanów, Leliwa Jazz Band. Panowie /chociaż już o dekadę starsi/ mają  nadal zapał i wyjątkową pasję do tej tradycyjnej klasycznej odmiany swingu. W obecnej edycji blues reprezentowany był przez Gruff, który swoją energetyczną muzyką usatysfakcjonował w pełni miłośników tego gatunku. Rzeszowski White Wind, to prezentacja twórczych poszukiwań w różnych gatunkach muzycznych. W atmosferę prawdziwego, stołecznego  jazzowego klubu wprowadził wszystkich Wojciech Majewski Quartet.

To co nastąpiło później, było wydarzeniem na miarę festiwalu w San Tropez. Koncert Tria Wojciecha Karolaka i Stanleya Breckenridga z Jazz Band Ball Orchestrą to była istna muzyczna, swingowa, instrumentalno-wokalna uczta. W ,,Krokodyl jam session” z amerykańskim wokalistą i JBBO zagrał będący w świetnej formie Karolak. Publiczność uparcie nie pozwalała zejść artystom ze sceny, nieustannie bisując. Po koncercie panowało ogólne przeświadczenie, podobnie zresztą jak w latach ubiegłych, że ta edycja kolbuszowskiej imprezy była najlepsza!

 

 
1200px JanCebula1 
 
muzykant z Puszczy Sandomierskiej podczas prób na obiekcie Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej
 
w okresie od stycznia do czerwca 2016 roku - fot. Magdalena Maleczyńska

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

   Kolbuszowszczyzna to wyjątkowe miejsce gdzie funkcjonują jeszcze autentyczni ludowi muzykanci. Mistrzowie skrzypiec: Władysław Pogoda, Jan Cebula, Jan Marzec, Bronisław Płoch ich unikalna muzyka warta jest kontynuacji. Niestety nie mają oni zbyt wielu uczniów, często rodzinne tradycje ludowego muzykowania na nich właśnie się kończą. Tradycyjny sposób gry repertuar w dawnych kapelach, przekazywany był przez mistrza uczniowi. Potrzebę Logo MKiDNwsparcia ludowych twórców dostrzegło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie ogłaszając nabór wniosków do programu ,, Dziedzictwo Kulturowe” w priorytecie ,, Kultura Ludowa i Tradycyjna. Miejski Dom Kultury w Kolbuszowej złożył wniosek i otrzymał ministerialną dotację na realizację zadania ,,Jan Cebula- niezwykły muzykant z Puszczy Sandomierskiej”. Od stycznia w każdym tygodniu w sali prób domu kultury odbywają się regularne spotkania, lekcje podczas którym skrzypek prymista przekazuje, swoją unikalną technikę gry dwójce uczniów: Barbarze Szalonej i Adamowi Draganowi. Na bieżąco sporządzana jest dokumentacja, piśmienna i audiowizualna zadania, która posłuży do realizacji samouczka gry na skrzypcach z wrażliwością i specyficzną umiejętnością gry mistrza Cebuli. W,,Koncercie Żywej Muzyki Jana Cebuli z Kolbuszowej” zagra prymista i jego uczniowie. Ucząc następców muzykant, przenosi dalej to wszystko co sam stworzył lub czego się nauczył i pozyskał od nieżyjących dawnych lasowiackich skrzypków. Ponieważ dotyczy to ulotnego niematerialnego dziedzictwa jest to tym bardziej cenne.

 

 

 

  Plenery plastyków i fotografików organizowane są przez Miejski Dom Kultury od 2003 roku. Uczestniczą w nich ludzie zainteresowani rozwijaniem swoich zdolności, amatorzy i profesjonaliści. Praktycznie każdy może, spróbować spojrzeć na otaczający go świat przez obiektyw aparatu lub przetworzyć go przy pomocy dowolnego tworzywa plastycznego. Plener to okazja stworzona przez kolbuszowską instytucję kultury dla ludzi poszukujących inspiracji do ciekawszego życia. Na miejsce plenerowych prac na ogół wybierane są niewielkie miejscowości, których współczesność nie wygląda zbyt okazale. Ludzie wrażliwi jakimi są uczestnicy plenerów, potrafią w nich odkryć i wyeksponować w swoich pracach ich urok. Po prostu piękno jest w nas a plenery pozwalają wszystkim je w sobie odnaleźć co w konsekwencji pozwala bardziej twórczo spojrzeć na rzeczywistość. Podobnie było tym razem. Czterdziestosześcioosobowa grupa ,,wrażliwców” udała się / 8-10 lipca 2016r/ do Włodawy ważnego kiedyś miasta handlowego nad Bugiem. W tej miejscowości przez stulecia koegzystowały odmienne kultury i związane z nimi wyznania. Ton miastu nadawali żydowscy mieszkańcy, wyznawcy wiary mojżeszowej, następną grupą byli chrześcijanie: katolicy, protestanci i prawosławni różnych narodowości. Funkcje handlowe miasta dawały możliwość rozwoju i bogacenia się jego mieszkańcom. W handlu i rzemiośle dominowali Żydzi, którzy stanowili ponad sześćdziesiąt procent populacji. Już tak się składa, że niezależnie od tego gdzie jesteśmy to odnajdujemy związki z naszym miastem. Okazuje się że przez przez wiek właścicielami tego miasta podobnie jak później Kolbuszowej był magnacki książęcy litewski ród Sanguszków. Czasy te oddziela od siebie kilka pokoleń przedstawicieli tego magnackiego rodu, którzy rezydowali we Włodawie w wieku XV i XVI a w Kolbuszowej w wieku XVII i XVIII. Włodawa posiada trzy budynki dokumentujące współistnienie wyznań. 

   W barokowym czynnym kościele pod wezwaniem św. Ludwika posługę dla wiernych odprawiają Paulini. W cerkwi akurat był odpust i mogliśmy zobaczyć nabożeństwo z prawosławnym biskupem. Dobrze zachowane obiekty trzech synagog to obecnie muzeum z bogatymi zbiorami judaików. Ciekawostką jest to, że żydowskie święta są zilustrowane srebrnymi naczyniami używanymi do spożywania charakterystycznych dla danego święta potraw. W dawnym kahale jest wystawa prezentująca wszystkich możnych właścicieli miasta. Jest też ekspozycja etnograficzna grupy Polesian. W powiecie włodawskim położony jest Sobibór miejsce zagłady Żydów /z ponad pięciotysięcznej społeczności przeżyło około sto pięćdziesiąt osób /. Sprawcami ludobójstwa byli Niemcy, wspierani przez policjantów ukraińskich i litewskich. W muzeum tej martyrologii, poświęcona jest osobna interesująca wystawa.

   Małym odskokiem od Włodawy był Kodeń z cudownym obrazem Matki Boskiej. Kościołem opiekują się Oblaci, jeszcze niedawno był wśród nich kolbuszowianin, który obecnie służy Bogu i temu zakonowi na północy kraju. Skok w bok wykonaliśmy do Okuninek nad Jezioro Białe, do raju wszelkiego rodzaju rozrywek spod znaku disco polo. Niewątpliwą atrakcją było spotkanie z drewnianymi kuzynami kolbuszowskiego krokodyla Nilusia. Wracając zahaczyliśmy o Skansen w Lublinie zwiedzając go ekspresowo. Pięknych miejsc co niemiara, nadbużańska przyroda niesamowita, efekty prac malarskich i fotograficznym obejrzeć będzie można w Galerii MDK w Kolbuszowej. Bębny już biją trąby grają zapraszamy w sobotę 27 sierpnia br początek o godzinie osiemnastej.

 

   Po raz dziewiąty w Domatkowie odbyła się cykliczna impreza sobótkowa. Od kilku lat gościnnie przyjmuje ją szkoła podstawowa, użyczając placu i wspomagając programem artystycznym. Po mszy świętej inauguracyjnej w kościele rozpoczęły się występy na plenerowej estradzie. Wcześniej odnotowaliśmy rekordowy upał, temperatura sięgała 36 stopni Celsjusza i to w cieniu. Gwałtowne nawałnice nas jednak ominęły, przynosząc wytchnienie i spadek temperatury. Występy tancerzy z MDK i żaków ze szkoły odbyły się już w bardzo już komfortowej temperaturze i bezpiecznej aurze.

   Sobótkowy piknik to integracyjne spotkanie mieszkańców angażujące dużą część społeczności, której nie chodzi o bicie na siłę rekordów frekwencji lecz dobrą zabawę we własnym i sąsiedzkim gronie. Po raz kolejny cel został osiągnięty. Bukowianie przedstawili obyczajowe widowisko tematycznie powiązane z premierą Kasztelańskich Wolan z Domatkowa. Obydwa spektakle pełne gwary i lokalnych odniesień bardzo spodobały się publiczności. Stając się dobrym wzorem jak lokalna społeczność może, powinna, potrafi, chce chronić swoje bogactwo kulturowe odziedziczone po przodkach. Zawiedli Górniacy, którzy po warszawskich wojażach nie zebrali składu i nie pokazali tradycyjnego lasowiackiego obrzędu sobótkowego. Przyroda pustki nie znosi, dlatego też mieli oni znakomite zastępstwo w postaci małopolskiej Kapeli Zalasowianie. Zespół prezentuje folklor z pogranicza grupy Pogórzan i Krakowiaków Wschodnich. Zaprezentowali program do słuchania i tańca odmienny od naszej muzyki. Bawili publiczność śpiewem i grą ośmio osobowego składu ponad godzinę. Już tradycyjnie dzieciarnia miała możliwość jazdy na prawdziwych mustangach, spontanicznie uczestniczyła w konkursach z nagrodami. Nagród było mnóstwo dzięki lokalnym sponsorom. Zabawy konkursowe przeprowadziła, nowa świetliczanka Elżbieta z doświadczonym wodzirejem Tomaszem. Gospodynie dbały o wszystkich uczestników pleneru kursując niczym omnibus z chlebem, smalcem i ogórkami małosolnymi świeżo kiszonymi przez sołtysa. Do północy wszystkich bawił renomowany Golden Time, nic dodać nic ująć świetnie. Podsmarowując, zabawa na szóstkę z plusem zorganizowana przez społeczność z olbrzymią dawką dobrej kultury i rozrywki. Kasztelańscy Wolanie znów pokazali klasę, Bukowianie że konkurencja rośnie za miedzą.

   Wydarzeniem niedzielnego spotkania było, wręczenie przez Przewodniczącego Rady Miejskiej w Kolbuszowej Krzysztofa Wilka odznaczeń Zasłużonych dla Miasta i Gminy, długoletniemu Proboszczowi domatkowskiej parafii księdzu Stanisławowi Marczewskiemu i emerytowanej Dyrektorce szkoły Janinie Sito.  

   Od trzydziestu czterech lat w Kolbuszowej Górnej w filii Miejskiego Domu Kultury działa Zespół Ludowy Górniacy. Grupka ludowych twórców i artystów podążających szlakiem tożsamości kulturowej, górniejską ścieżką wytyczoną przez ojców, dziadów i pradziadów. Z krwi i kości Lesioków, twardych, chytrych, wytrzymałych, zadziornych, świadomych odrębności i ceniących indywidualizm. Ciężko wyobrazić sobie Górną bez tej grupki fascynatów folkloru, podobnie jak u Górali u nich też musi zaskoczyć. To samo przedstawienie czy występ sięga wyżyn ludowego artyzmu, innym zaś razem jest do przysłowiowej ,,bani” /taki ich urok /. Chociażby tegoroczny konkurs na ,,Ludowe obrzędy i zwyczaje" zaskoczyło, zajęli pierwsze miejsce, chociaż konkurencja była silna bo dobre zespoły z całego południa. Nie zaskoczyło zupełnie w Dynowie mimo bojowego zapału. Z Pogórzańskiej Nuty wrócili bez najmniejszego nawet wyróżnienia. 

   Najbardziej prestiżową nagrodą dla zespołu czy ludowego twórcy w Polsce jest Nagroda im. Oskara Kolberga, i właśnie na rozdaniu kilkunastu laureatom tej nagrody w różnych kategoriach byli Górniacy. Niestety na razie jedynie w formie atrakcji kulturalnej. Przedstawiali Lasowiackie sobótki, obrzęd prezentowany całkowicie inaczej /po puszczańsku/ z ogniem i dymem w roli głównej. Wyszło pięknie, było prawdziwe ognisko w ogrodach Zamku Królewskiego w Warszawie. W sobótkową ekstremalną atrakcję włączyła się spontanicznie publiczność. Miejscowa straż zamkowa nie ma tej sprawności co górniejscy ochotnicy i o mało, park zamkowy się nie spalił.

   Górniacy to autentyczny spontaniczny, wręcz naturalistyczny zespół ludowych ,,uparciuchów”. Kolberg za rok im się należy! jak mało komu. Niewiele już jest takich opornych na umiastowienie wiejskich twórców. Takich którzy zawsze wszędzie są sobą z pełną świadomością swojej tożsamości, rodzinnej, sąsiedzkiej, wiejskiej, lokalnej i polskiej. Niech wam Kolberg też zaskoczy, hej! No i po jej odbiór Górniacy jedźcie lepiej na syrenie ze swoimi druhami ochotnikami, dla nich jesteście bardziej przewidywalni.

 

/zdjęcia: facebook.com/IMITpolska

  RSC to rzeszowski zespół, który królował na liście przebojów radiowej trójki w latach osiemdziesiątych. Melodyjne, bardzo charakterystyczne rockowe brzmienie, udane kompozycje, przysporzyły zespołowi wielu fanów. O dziwo ta kapela postanowiła się reaktywować i udało im się tego dokonać w niezmienionym składzie. ,,Chłopaki” są na dodatek w niezłej formie co można było usłyszeć w niedzielę wieczorem. Ich fani w większości rozjechali się po świecie, muzycy są bardzo promowani /w rozgłośniach radiowych/ i popularni w środowiskach polonijnych Chicago, Nowego Yorku, Londynu. Na plenerowej estradzie rockowe dinozaury zagrały  godzinny koncert.

Suportował ich z charakterem kolbuszowski ALM, bluesowa kapela nastolatków. Poza tym w rockowej części koncertu zagrali jeszcze The Keepers, zaśpiewała swoim ciemnym głosem Sabina Nycek z siostrą Mariolą. W korzennej, etnicznej części koncertu wystąpiły Kapele Jana Cebuli i Widelanie, seniorzy i seniorki z Ziemi Podkarpackiej i Kolbuszowskiego Koła Kobiet pięknie prezentując swoje osiągnięcia. Zobaczyliśmy radosną muzykę, pieśń i taniec płynące prosto z serca. Dla osłody dwie gwiazdy i znawczynie smaku Janina Olszowy i Jolanta Augustyn oceniły piernikowe cudeńka gospodyń przygotowane na Mistrzostwa w Cukiernictwie. Obie panie znane są z programów kulinarnych emitowanych w ogólnopolskich telewizjach. W środowisku uchodzą za niekwestionowane autorytety kulinarne. Werdykt był trudny, bo też poziom konkursu wyrównany, wysoki. Po ocenie publiczność ,,rzuciła się” na konkursowe smakołyki, pochłaniając wszystko momentalnie. Olbrzymim powodzeniem cieszyły się zaprezentowane przez same jurorki przysmaki przyswajalne wszystkimi zmysłami!

  Zobacz zdjęcia z 2 dnia:

 

  Gwiazdą sobotniego pierwszego  z dwóch Dni Miasta nad Nilem był góralski zespół grający muzykę z pogranicza folku. Baciary to zespół który zdominował ostatnio biesiady i pikniki w całej Polsce. Grają prostą melodyjną muzykę inspirowaną góralskim folklorem dla ludzi, którzy chcą odpocząć i świetnie się przy tym bawić. Tak też było na kolbuszowskim stadionie gdzie zespół przyciągnął tłumy fanów w różnym wieku powodując paraliż komunikacyjny miasteczka.

    W tym dniu przed ich występem miał też miejsce festiwal taneczno wokalny w wykonaniu młodych adeptów sztuki z miejskiego domu kultury. Po tradycyjnych już opadach towarzyszących zawodnikom nordic walking aura uległa poprawie a na scenie pojawili się uśmiechnięci tancerze i tancerki z wokalistkami. Sympatyczna publiczność to ich najbliżźsi: rodzice, rodzeństwo, babcie i dziakowie. Młode talenty prawdziwie zabłyszczały na  estradzie, nagrodzone gromkimi brawami.  

    Jak taniec to taniec na scenie pojawił się Black & White prowokując do tańca i słuchania. Grali na przemian z Dj  Bogo z Klubu Bogacz, Disco Duckiemi Matthew Moorem. Poczynania Dj to wstęp do organizacji w przyszłości klubowej imprezy z bitami w roli głównej. Występ gwiazdy poprzedził rewelacyjny popis węgierskiej grupy tancerzy z ogniem. Zespół pokazał absolutny profesjonalizm. Podobnie jak rozrywkowo biesiadne Baciary nagradzając publiczność dwudziestoma dodatkowymi minutami świetnego koncertu. Po występie z przyjemnością obserwować można było spokojnie opuszczających plac imprezy widzów z trofeami w postaci autografów i słodkich ,, foci”z mistrzami baciarskiego grania.

 Zobacz zdjęcia z 1 dnia: