MDK Kolbuszowa

Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to.

Zrozumiałem
Lasowiackie Zimioki 2017, Kolbuszowa Górna
Festiwal Żywej Muzyki - przeczytaj relację
Samouczek Jana Cebuli

 W niedzielę 18 grudnia legendarny Jan Pietrzak zaprezentował w Kolbuszowej dwugodzinny koncert. Ostatnio odwiedził nasze miasto w 2011 roku i występował w plenerze (jak sam powiedział "czekałem, czekałem aż zadzwonią z Kolbuszowej no i zadzwonili"). Artysta (w świetnej formie estradowej) stworzył wraz z publicznością wyjątkową atmosferę pełną patriotyzmu i historycznej refleksji, z charakterystyczną dla niego dosadnością i brakiem jakiejkolwiek poprawności. W mediach wypełnionych popkulturowym kabaretem Pietrzaka praktycznie nie ma. Kameralne warunki, liczącej sto osiem lat sali Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej (dawnej sokolni) okazały się idealne dla jego koncertu (Pietrzak, spuentował długowieczność obiektu "równie stary jak ja”).

     Koncert wprowadził zebranych w drugą część wydarzenia, wystawę z prelekcjami. Mistrz niepokornego kabaretu do Kolbuszowej przyjechał brawurowo prowadząc samochód mimo gołoledzi (pokonał ponad sześćset kilometrów). Bard Polski Walczącej, jak mało kto, uosabia czasy walki o wolność sprzed lat. Usłyszeliśmy patriotyczne pieśni przeplatane swoistym szyderczym, ironicznym humorem mistrza kabaretu, określenia z warszawskiego podwórka, kacapy, szkopy, gwarowa miejska normalność,  teraz niepoprawna. Wystawę poświęconą 35 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego otworzył Jan Skowroński, dziennikarz Przeglądu Kolbuszowskiego (którego sławnym uczyniła Elżbieta Lewicka z Radia Rzeszów), pierwszej powstałej po upadku komunizmu kolbuszowskej gazety samorządowej. Tworzy ją od lat z grupą pasjonatów z opozycyjnym rodowodem (o początkach gazety  mówią z nostalgią i dozą samokrytyki "nie zawsze nasz entuzjazm szedł w parze z umiejętnościami”). Starszym panom z gazety z czasem przybyło doświadczenia (i siwych włosów),  na szczęście nie stracili też, pierwotnej pasji i pomysłu na pismo, któremu charakteru odmówić nie można. To redakcja gazety, zainicjowała ubiegłoroczną i bieżącą lekcję historii przypominającą czasy działalności opozycyjnej środowiska i stan wojenny. Udana ubiegłoroczna edycja rocznicy skłoniła organizatorów do powtórki. Opozycjoniści z tamtych czasów nie uważają się za bohaterów, chętnie natomiast dzielą się wspomnieniami o wyjątkowo ciekawych czasach w jakich przyszło im żyć i działać na rzecz wolnej  Polski.

          Stan wojenny to czas wyjątkowy, czas krwi i cierpienia, weryfikacji postaw, przedłużenie agonii komunizmu w Europie. Wprowadzony przez reżim dla zachowania władzy i wykazania się służalczością wobec sowieckiej Rosji. Na wystawie zobaczyliśmy zbiory z archiwum Rodziny Wesołowskich, znaczki pocztowe, ulotki Solidarności i wydawnictwa z drugiego obiegu, zgromadzone przez Andrzeja Wesołowskiego (których IPN może pozazdrościć). O opozycjoniście Stanisławie Bujaku opowiedział ciekawie i emocjonalnie jego syn Piotr, udostępniając pamiątki rodzinne. Leonard Fryc wyczerpująco zarysował historię powstawania Solidarności w Zespole Szkół Zawodowych w Kolbuszowej. Zaprezentowano artykuł z najnowszego Przeglądu, w którym na przykładzie aresztowania i późniejszych losów zmarłego tragicznie w 2007 roku Józefa Bandury, Stanisław Gorzelany przedstawił złe i dobre (tych drugich  na szczęście było więcej) postawy ludzi z jego  otoczenia.

 

             Czas mija, ludzie odchodzą a wraz z nimi wspomnienia. Inicjatywa Przeglądu wydaje się być bezcenna dla zachowania pamięci  o naszej lokalnej historii. Podczas koncertu wolontariuszki Regionalnej Fundacji Serce zbierały z  zaangażowaniem dobrowolne datki na rzecz chorych dzieci. Miejski Dom Kultury ma nadzieję, że za rok podczas następnej grudniowej rocznicy uda się zaprezentować wydawnictwo gromadzące różne rozproszone wspomnienia o pragnieniu wolności i dążeniu do niej. Współcześnie żeby to zrobić nie potrzeba już odwagi czy konspirowania, wystarczy trochę  chęci i aktywności.

Jan Cebula - koncert


 Koncert Żywej muzyki Jana Cebuli z Kolbuszowej to finał realizowanego od stycznia do grudnia 2016 roku projektu pt. ,,Jan Cebula niezwykły muzykant z Puszczy Sandomierskiej”. Realizowane zadanie uzyskało dofinansowanie ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Celem tej realizacji był międzypokoleniowy przekaz na zasadzie mistrz-uczeń pomiędzy unikalnym muzykantem, skrzypkiem Janem Cebulą a jego uczniami.

 

  W sobotę 10 grudnia na scenie widowiskowej Miejskiego Domu Kultury, realizującego zadanie, odbył się wyjątkowy koncert muzyczny. Wzięli w nim udział uczniowie mistrza Jana Cebuli, Barbara Szalony i Adam Dragan. Występ uczniów z nauczycielem i basistą Zdzisławem Ziarkiewiczem zaprezentował publiczności złożonej z "melomanów” ludowej muzyki umiejętności tej nowej, międzypokoleniowej kapeli. Uczniowie wykazali, że roczny trud jakim było przejmowanie od mistrza jego specyficznej techniki gry zakończył się sukcesem. Mistrz muzykant nie jest człowiekiem otwartym, łatwo oddającym wiedzę, umiejętności, które przez całe życie z pasją gromadził. Tym bardziej cieszy, że ten dawny, tradycyjny, ludowy przekaz muzyczny się udał. Wyraźnie można było usłyszeć różnicę między skrzypkami, Barbarą Szalony i Adamem Draganem, osobą dojrzałą, której jedynym nauczycielem był Cebula a młodym kształcącym się muzycznie skrzypkiem, bardzo sprawnym technicznie. Mistrzowi udało się wykształcić dwóch następców, świadomych wielopokoleniowej tradycji muzycznej, jaką przenoszą dalej.

 

 W koncercie uczestniczyli koneserzy, miłośnicy muzyki tradycyjnej jakiej się już nie gra. Prosty skład instrumentalny dwoje skrzypiec i kontrabas z pełnym ładunkiem piękna i tradycji. Skrzypek, który z powodzeniem występował w wypełnionych widownią miejscach od Szczecina przez Warszawę i Kazimierz nad Wisłą po Bukowinę Tatrzańską, był występem przed własną publicznością bardzo przejęty. Wyraźne spięcie prymisty usztywniło występujących, rytmicznie klaszcząca publiczność dodała występom energii. O podniebienia publiczności zadbał Zespół ludowy Górniacy, ich "zimioczana kapusta” błyskawicznie została zjedzona, podobnie jak inne przaśne potrawy, specjały lasowiackiej kuchni. Co uczniowie zrobią ze spuścizną Jana Cebuli, pokaże życie, na dzień zakończenia realizacji zadania są na dobrej drodze. Dla każdego z uczniów są to drogi odmienne: samouka uczącego się od prymisty gry dawną ludową metodą i wyedukowanego muzycznie skrzypka, dla którego nauka u jednego z ostatnich prawdziwych muzykantów będzie kiedyś powodem do dumy. Wiedzę i umiejętności posiedli, reszta zależeć będzie od tego czy będą mieli choć trochę tej pasji do tradycyjnej muzyki co ich mistrz!

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

 

   Magda Kornak i Klaudia Serafin reżyserki "Młodszego Teatru im, Aleksandra Fredry" wraz z dwudziestojednoosobową grupą przeuroczych aktorów w różnym wieku (od przedszkola do po mam talent) w dniu 3 grudnia 2016 roku zadebiutowały "Malutką Czarownicą" Otfrieda Preusslera. Adaptacji utworu na potrzeby starszego teatru dokonał Ryszard Sziler reanimator Teatru (i rodzinnej tradycji) amatorskiego imienia Aleksandra Fredry (jego grupa aktorska tej kultowej bajki grać nie chciała, zagrała za to z sukcesem "Poezję i Miłość" nie dostrzegając w Preusslerze kontynuacji autorskiego teatru jaki tworzą). Dało się wówczas zauważyć że aktorka teatru Szilera, Magda Kornak bardzo była tą rezygnacją ze sztuki zawiedziona (no cóż rola życia, możliwość realizacji scenicznej, dynamicznej osobowości przepadła)! Ewa i Ryszard Szilerowie początkowo z rezerwą przyjęli oddanie adaptacji komuś innemu. Premiera i debiut młodszego teatru, (powstałego z potrzeby niemarnowania, dobrego pomysłu i włożonej w adaptację bajki pracy), okazała się sukcesem. Usatysfakcjonowała nie tylko Szilerów, ale też wypełnioną po brzegi publicznością salę. Widzowie od dziatek zaledwie kilkuletnich, do dziadków kilkudziesięcioletnich, od początku do końca byli bardzo zainteresowani i żywo reagowali na poczynania młodych artystów. Władysław Serafin z talentem zilustrował bajkę muzycznie, (oprócz muzyki) atrakcyjność przedstawienia wzbogaciły pomysłowe (czarodziejskie) efekty specjalne. Wszystko to sprawiło że trwające półtorej godziny przedstawienie cały czas trzymało w napięciu. Dobre wrażenie dopełniła scenografia autorstwa Magdaleny Rzepki i Marka Krakowskiego (wykonana pod wymagającym okiem reżyserek).

   Aktorstwo młodzieżowo-dziecięcego zespołu bez przesady, porywające, postacie dobrane z wyczuciem. Zespół sprawdził się jako zgrana aktorska grupa. Reżyserki, na co dzień nauczycielki "kolbuszowskiej dwójki", ze swobodą przedstawiły inne niż dydaktyczne (również dobre) przedstawienia jakie tworzą na co dzień. Przenosząc widzów w świat fantazji, pełen magii i czarów z bajki Preusslera. Z talentem rozwinęły też adaptację pod potrzeby ciągle rozrastającej się grupy. Zmieniły ją po swojemu, interpretując bardziej nowocześnie. Dostarczając widzom mnóstwa emocji z dreszczykiem (mimo że Malutkiej Czarownicy brak potencjału strachu i krwiożerczości Baby Jagi).

   Pełen sukces twórczyń spektaklu, utalentowanej dzieciarni i młodzieży, pomysłu Szilera, słowa Preusslera. Po prostu dobra kultura, która potrafi bawić, bezkompromisowo na wysokim poziomie. Kolbuszowski Mdek jest zadowolony, że mógł w tym wszystkim pomóc. Udowadniając po raz kolejny że spełniając swoją misję dobrze przenosi dalej tradycje małomiejskiej, mieszczańskiej kultury miasteczka nad Nilem. Brawa dla sprawców wydarzenia, dwóch czarownic i czarownika, całego sabatu pomocników (również tych od światła i dźwięku) oraz nastoletnich magików słowa.

 

 

 

 

 

      Odnowiony autorski teatr (dawniej Michała Czartoryskiego) małżeństwa Szilerów za sprawą Ewy Czartoryskiej-Sziler i męża Ryszarda i ich aktorów po raz drugi dostarczył moc kulturalnych wrażeń (zgromadzonej na przepełnionej sali) publiczności, sali od trzech lat noszącej imię ojca i teścia wyżej wymienionych. Przysposobiony na kolbuszowianina przez małżeństwo Michał Czartoryski prowadził w naszym miasteczku przez dwadzieścia lat Teatr im. Aleksandra Fredry. Teatr skupiał młodzież licealną i urzędników z różnych instytucji. Celem Czartoryskiego było niesienie kaganka oświaty teatralnej pod dachy Kolbuszowej i strzechy powiatu. Przedstawiane sztuki, głównie Fredry i Moliera, były dla mieszkańców piaszczystej ziemi kolbuszowskiej często pierwszym w życiu kontaktem z teatrem.

 

    Po latach nagabywania  przez miejscowy dom kultury, Szilerowie zdecydowali się opuścić swoją spokojną  domową przystań i kontynuować rodzinne tradycje. W 2014 roku teatr rozpoczął próby, skupiając od razu wokół siebie grupę pasjonatów, aktorów amatorów. Twórcy odnowionego teatru, z cechującym ich dystansem do tego co robią, nazwali go "Teatrem Amatorskim im. Aleksandra Fredry".

 

Pozyskany dla naszego miasteczka przez kolbuszowiankę (historia lubi się powtarzać) Ryszard Sziler jest człowiekiem i twórcą wyjątkowym, kochającym to miasto (miłością  nieodwzajemnioną). Sziler doskonale sobie radzi z piórem, kredką, pędzlem a nawet repuserskim dłutem i młotkiem (jego dorobek artystyczny, imponuje różnorodnością i poziomem). Od lat pisze i wydaje nie awangardową, lecz mocno osadzoną w zapomnianej kulturze mieszczańskiej, literaturę. Stąd też po trzydziestu pięciu latach w teatrze Fredry nie Fredro ale autorskie teksty Ryszarda Szilera pisane pod wrażliwym okiem Ewy, domowego odbiorcy, recenzenta i korektora.

 

   Po pierwszym sukcesie scenicznym "Małomiejskiej balladzie", drugi spektakl teatru "Poezja i Miłość" był sporym wyzwaniem dla amatorskiego zespołu. Pięć jednoaktówek, które łączą się w jedną opowieść o tym co w życiu jest najważniejsze (napisane z subtelną ironią i humorem), przysporzyło reżyserom wielu siwych włosów i nieprzespanych nocy. Aktorzy którymi kierują, to wolna artystyczna grupa, na dodatek wypełniająca sumiennie swoje zawodowe obowiązki. Reżyserzy to ludzie wrażliwi i pełni wątpliwości, wciąż poszukujący. Brak im zawodowej rutyny, przez co treść utworu i koncepcja sztuki ulega częstym zmianom i obowiązkowo jest współtworzona przez zespół.

 

   W dniu 19 listopada 2016 roku podczas premiery przekonaliśmy się, że ta forma organizacji pracy teatralnej może przynieść efekt w postaci udanego przedstawienia. Oglądaniem spektaklu wyróżnieni zostali zapobiegliwi widzowie, którzy w porę zakupili bilety oraz rodziny i grupa przyjaciół aktorów. Reakcje na ich twarzach, dyskusje w kuluarach i pytania o następny spektakl, to najlepsza recenzja wystawiona "sprawcom": aktorom, sztuce i reżyserom, twórcy muzyki, ekipie technicznej i wykonawcom scenografii.

 

   Obecnie dzięki mediom możemy wirtualnie uczestniczyć w wielu wydarzeniach globalnej wioski, w której żyjemy, bez  trudu oglądać na żywo zawodowe teatry. Amatorski teatr (bez sztancy, sztampy i rutyny) Szilerów idealnie jednak odpowiada, zapotrzebowaniu środowiska na dobrą, autorską, dostępną kulturę. Świetna grupa amatorów przełamuje, często wtórny, analfabetyzm teatralny społeczności miasta nad Nilem. Zdecydowanie podąża śladem Michała Czartoryskiego (jego romantycznej wizji dotarcia z teatrem pod dachy i strzechy), przebijając się tym razem przez zalaną masową papką kulturalną rzeczywistość, lansowaną przez media.

 

   Spowodowany spektaklem pobyt w kolbuszowskim domu kultury rekordowej liczby widzów stał się okazją do odsłony kolejnego zakątka artystycznej duszy Ryszarda Szilera. Tym razem twórcy piszącego ikony i repusera. Odpowiednią do tematyki wystawy własną poezję zaprezentował autor wraz z Katarzyną Liszcz - Starzec.

         "Ikony i Teksty" to tytuł wystawy, którą obejrzeć  można w "Galerii pod Trąbami i Bębnem" Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej do 30 listopada br.  

 

 

 

Jesienią w 1982 roku powstał w filii Miejskiego Domu Kultury w Kolbuszowej Górnej Zespół Ludowy Górniacy. Następny rok będzie trzydziestym piątym jego nieprzerwanej działalności artystycznej. Cały ten czas zespół poświęcił ochronie i kontynuowaniu tradycji swoich ojców. Kolbuszowa Górna to miejscowość, która w 2019 roku obchodzić będzie trzysta lat swojego istnienia. Wieś, której mieszkańcy stale zabiegali o zachowanie, odrębności od pobliskiego miasta Kolbuszowej. Obecnie ciężko ustalić wyraźną granicę pomiędzy tymi dwiema miejscowościami, natomiast kulturowo dzięki „Górniakom” utrzymywana jest odrębność tradycji wiejskiej od miejskiej. Odrębność od niewielkiego małomiejskiego sztetła jakim była Kolbuszowa przez wieki. Unikalne tradycje dotyczą , obrzędów, obyczajów i kulinariów. Dla zwolenników tzw. nowoczesności, wszystko co wiejskie i tradycyjne jest pejoratywne. Bogatsi i nowocześniejsi od nas mieszkańcy Europy Zachodniej szanują swoją tożsamość i dziedzictwo. Mądrzy po szkodzie, rekonstruują folklor. My natomiast mając żywe autentyczne spontaniczne zjawiska lekceważymy ich wartość. Piękna gwara, muzyka, strój to niezwykłe bogactwo do zachowania, którego małą grupkę pasjonatówz Górnej przekonywać nie trzeba. Mimo że ubolewają że coraz trudniej zachęcić jest do tej działalności innych. Zespołowi oddają swój wolny czas, największą nagrodą dla nich jest gdy przygotowane przez nich występy poruszą, wzruszą i zabawią publiczność. Zachowują wspomnienie o świecie, tradycyjnych wartości opartych na solidnych fundamentach prostych wartości. Robią to tak po prostu z siebie bo uważają że tak trzeba. Górniaków prowadzi Elżbieta Czachor świetna motywatorka do pracy kulturalnej. Ta prawdziwa górnienieńska ,, baba” radzi sobie z artystyczną grupą świetnie o ile uboższa bez nich byłaby ta wieś? Stałaby się pewnie jednym z tysięcy pozbawionych charakteru podmiejskich osiedli.


Po raz trzynasty początek jesieni świętowali imprezą folklorystyczną ,,Lasowiackimi Zimiokami”, podczas, których w plenerze eksponowana jest ludowa gwara obrzęd, obyczaj i muzyka. Podobnie było i tym razem. Główni organizatorzy tego wydarzenia z uporem nie dają sprowadzić go jedynie do tanecznego festynu. Obecną formę zaakceptowała publiczność, która domaga się przemyślanej wielowątkowej tradycyjnej imprezy z zabawą taneczną na końcu. Zagłosowali za, jak zwykle frekwencją, żywą reakcją, zainteresowaniem. Na początku artyści amatorzy z Domatkowa, Nowej Wsi, Świerczowa, Przedborza, Kolbuszowej i Kolbuszowej Górnej przygotowali kilkuminutowe widowiska, których tematem były obyczaje związane z narodzinami dziecka i proste potrawy ziemniaczane pieczone w ognisku. Znakiem czasów jest że wciąż żywa chłopska kultura, coraz częściej uprawiana jest tylko przez ,,baby”.Muzykę i taniec usłyszeliśmy i zobaczyliśmy w wydaniu Kapeli i Zespołu Pieśni i Tańca z Wiercan. Pogodni Raniżowianie, zagrali pod nogę a publiczność „wywijała” polki i oberki z zapałem. Potańcówka, jakich mało! W przerwie przed następną częścią zabawy, jury odczytało wyniki konkursów. Za najciekawsze uznano widowisko: zespołu z Nowej Wsi a w kulinariach, najsmaczniejsze okazały się potrawy pani Haliny i jej koleżanek ze Świerczowa (plotka wiejska głosi że od kiedy potrawy testuje nad sołtys Dariusz są coraz lepsze). Muzykę rozrywkową, zaserwował obficie na żywo i wysokim poziomie zespół „Medium.”Kolejne „ Zimioki” przeszły już do historii, będąc zwiastunem prawdziwej polskiej złotej jesieni. Spisali się Górniacy z zespołu przygotowując, ponad dwieście porcji kapusty zimioczanej (potrawy rodem z ich miejscowości) ponad tysiąc upieczonych w ognisku ziemniaków, ekologicznych, smacznych i zdrowych (z nutką wspomnień z dzieciństwa). Zespołowi chwała za młodzieńczy entuzjazm, za to że dużo robią, mało mówią a jak już to piękną gwarą. Obecny na imprezie redaktor Jerzy Dynia ocenił ją bardzo dobrze pod względem merytorycznym, zarówno ciekawe spontaniczne konkursy jak i część muzyczną. Podobnie jak obecni na każde, parlamentarzysta ,, z łojca Górniok” oraz burmistrz miasta.Na kończącym imprezę festynie nie zabrakło tancerzy, którzy bawili się świetnie niestety tylko do północyci, którzy idą następnego dnia do pracy mają również prawo do wypoczynku).Mało jest już w Polsce grup ludowych o tak długim stażu, ciągle bardzo twórczych i w stu procentachautentycznych. Za rok Górniacy na jubileusz zaproszą do konkursu na obyczajowe widowisko o roli dziadków, babć, pradziadków i prababć w dawnej lasowiackiej rodzinie. Będzie znów po wsiowemu, po chłopsku i lasowiacku!

Przejdź do galerii